Models i Media
Models Playboy Historia | Models Playboy Historia |
|
|
|
PLAYBOY HISTORIASeksowne modelki - króliczki, czyli historia Playboya!Kobiety rozpoczynające współpracę ze znanym miesięcznikiem, same siebie nazywały - feministkami. W tym samym okresie, gdy one zmieniały świat, inne Panie protestowały i pikietowały przeciwko takiemu traktowaniu kobiet.Czy króliczki "Playboya" były wykorzystywane? Czy raczej współtworzyły zmieniający się świat? I jak odpowiadając na zapotrzebowanie, które niosą ze sobą czasy, można jednocześnie być pionierką całkiem już innego świata? Hugh Hefner,...już jako trzydziestolatek był królem własnego niebywałego imperium - imperium zbudowanego z pięknych kobiet. Wydawca "Playboya" zaczął od zainwestowania 600 dolarów i w 8 lat stworzył królestwo warte 20 milionów. Sam magazyn, obchodził nie tak dawno, bo w styczniu 2004 roku swoje półwiecze, pomyślany był jako humorystyczny poradnik dla młodego mężczyzny. Playboy definicjaPrzepis na pismo wydawał się prosty: kombinacja nowości, prozy - którą należy znać i swobodnej satyry. Początek pisma to czasy Eisenhowera i McCarthy'ego, okres w historii amerykańskiego społeczeństwa raczej konserwatywny. Czas powojenny, gdy kobiety pracowały w fabrykach zastępując nieobecnych mężczyzn. Trudno było więc przypuszczać, że teraz kobiety wrócą do domów i zajmą się rodzeniem dzieci. Wizja typowej rodziny lat pięćdziesiątych musiała zderzyć się z nadchodzącym buntem lat sześćdziesiątych.Króliczek, czy diablica z rogami?Symbolem magazynu "Playboy" jest króliczek,
ale nie był to pierwszy pomysł Hugh Hefnera. Początkowo magazyn miał się nazywać Stag-party, w wolnym tłumaczeniu wieczór kawalerski. Bo "stag" oznacza samca jelenia, a ... "- Trudno sobie wyobrazić, że kluby dla panów pełne dziewcząt z rogami na głowach zrobiłyby furorę. - ironizował Hefner - W dodatku chcieliśmy je ubrać w szorty. To nie był dobry pomysł!".
Skąd wziął się kostium. króliczka?Kostium króliczka zaproponował jeden z dyrektorów, a matka jego ówczesnej dziewczyny uszyła prototyp. Był on po prostu satynowym gorsetem wzorowanym na tych, które nosiły pinup girls w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Już po pierwszym roku kostium zmodyfikowano tak, aby więcej odsłonił. Hugh Hefner dodał też kołnierzyk z muchą i mankiety z firmowymi spinkami, aby całość wyglądała bardziej dystyngowanie. Do tego najważniejsze atrybuty króliczka - satynowe uszy i bawełniany ogonek. Wkrótce strój stał się symbolem, a zarazem jedynym prawnie zastrzeżonym strojem roboczym w Ameryce. Historyczne początki PlayboyaW styczniu 1960 roku "Playboy" zamieścił ogłoszenie o naborze. Poszukiwano 30 dziewczyn do powstającego klubu Playboya - doświadczenia nie wymagano, wymagano za to urody i odpowiedniego wieku od 18 do 23 lat.Co zaproponował "Playboy" ?Nie było to nowe, fascynujące zajęcie. Z czasem sztywne zasady - obwarowano bardzo dokładną umową. W tym okresie zaproponowano chętnym paniom, zarobki na poziomie inżyniera, dyrektora, managera. W czasach gdy kobieca kariera kończyła się na posadzie sekretarki.Na wstępne rozmowy stawiły się setki dziewczyn. Formularz zgłoszeniowy składał się z długiego wnikliwego życiorysu i, co ważne - zdjęcia portretu i figury. Panie, którym się poszczęściło, miały szansę usłyszeć formułkę z ust sekretarki: - Sharon, przejrzałam twoje zgłoszenie. Masz dobre kwalifikacje: skończony college, dyplom z socjologii, praca sekretarki w firmie doradczej, świetne opinie przełożonych. Myślę, że chcemy, żebyś została naszym króliczkiem. I w ten sposób dokonano naboru, do pierwszego klubu Playboya, który 29 lutego 1960r. uroczyście otworzył swoje podwoje w Chicago. Kluby Playboya... - Wszystko dla was, panowie!Na łamach magazynu stworzyliśmy tak idealną fantazję, że baliśmy się, czy uda się nam ją wcielić w życie. Na szczęście króliczki wszystko załatwiły. - wspomina sam Hugh Hefner. Klub roztaczał aurę tajemnicy, intymności i oczywiście elitarności. Każdy gość miał swój prywatny kluczyk z numerem. Okazywał go przy wejściu i jego nazwisko pojawiało się na tablicy informującej, kto aktualnie bawi się w klubie. Było to jedno z licznych przemyślanych posunięć marketingowych. Takie podkreślenie rangi i dookreślenie statusu, łechtało nawet najbardziej wpływowych gości, a co ważniejsze przywiązywało do klubu. 50 dolarów (równowartość dwóch trzecich tygodniowej pensji nauczyciela) zapłaconych za wstęp było przepustką do raju, w którym wszystko od szkockiej aż po befsztyk kosztowało 1,5 dolara. Do tego przyćmione światło, wystrój w czerwieni i nasyconej ciemnej zieleni, spokojny pogodny jazz. Gość mógł skupić się na barze, albo poszukać innych rozrywek (np. przysiąść w kąciku satyrycznym lub pośmiać się na przedstawieniu). Mógł też skupić się na króliczkach i, powiedzmy, ich bawełnianych ogonkach.W ciągu pierwszego miesiąca klub odwiedziło 17 tysięcy klubowiczów i ich gości. Nie ulega wątpliwości, że trafił on w zapotrzebowanie nadchodzące wraz z czasem wyzwolenia (nie tylko seksualnego); czasem nowinek takich jak hula-hop i szaleństwa taneczne. Nie można też pominąć rewolucji, jaką było wprowadzenie po latach badań i kontrowersji pigułki antykoncepcyjnej. Kobiety zyskały narzędzie do decydowania o sobie. Who can be a bunny?Dziewczyny poza króliczym strojem łączyło niewiele. Może to, że wszystkie były młode i marzyły o możliwości odbicia się do wielkiego świata, a dokładniej do błyszczącego świata wygody.- Wybrałam Nowy Jork, bo tak jak Everest po prostu był. - wspominała Lauren Hutton, pierwsza w świecie modelka, której roczna gaża przekroczyła milion dolarów - Chciałam się dowiedzieć czegoś o życiu. Pojechałam szukać szczęścia w Nowym Jorku i ktoś powiedział mi o naborze do Playboya. Oczywiście wiele z nas było w swych rodzinach może nie czarnymi, ale przynajmniej grafitowymi owcami. Jej ówczesna koleżanka po fachu, Janis Rozelle, wstępując do "Playboya" sporo już o życiu wiedziała. Jako czternastolatka wyszła za mąż, w wieku 16 lat miała już dwójkę dzieci. Jako dziewiętnastolatka wzięła rozwód i postanowiła zostać króliczkiem "Playboya". Bycie króliczkiem wiązało się z pewnymi przywilejami,Raczej wygodami. Chcąc podwyższyć wydajność swego personelu, trzeba było wyrobić u pracownic lojalność wobec zespołu. Hugh Hefner przekształcił ostatnie piętro swojej rezydencji w pensjonat dla króliczków. Dziewczyny miały tam wszelkie luksusy (za 50 dolarów miesięcznie). O dziwo luksusy te dodatkowo stymulowały je do pracy.Tak swoje doznania opisuje Cheryl McArthur: - Dom był cudowny. Zwłaszcza sala balowa. Miała kilkanaście metrów wysokości, ogromne meble - nie wiedziałam, że takie w ogóle istnieją. Kryty basen, solaria, sauny, kręgielnie. To wszystko było dla mnie nowe. Myślałam, że umarłam i trafiłam do nieba. Gdy po raz pierwszy znalazłam się w sali balowej, uroczyście przysięgłam sobie i Bogu, że też odniosę w życiu sukces. To patetyczne wyznanie Cheryl, typowe zresztą chyba dla amerykańskiej powierzchowności wmieszanie do spraw osobistego sukcesu Boga i Ojczyzny, jest wyśmienitym kontekstem dla słów innego króliczka, Helen Hite. Jako nastolatka straciła kolejno oboje rodziców. Skłoniło ją to do wstąpienia w klasztorne mury. Wkrótce jednak zmieniła klasztorny mundur na jeszcze sztywniejszy mundurek króliczka. - Ludzie pytają jak zakonnica mogła zostać króliczkiem. Panna Helen skomentowała to z tajemniczym uśmiechem; - To wcale nie był wielki krok, tylko mały kroczek. Trudno to pojąć, ale te dwa zajęcia maja ze sobą wiele wspólnego. W klubach Playboya - Jak w klasztorze!?Nie jest tak trudno w to uwierzyć, gdy się usłyszy, że połączenie sauny i sali balowej może powodować ślubowania przed Bogiem. Prawda jest jednak taka, że słodka na pozór praca króliczka była w rzeczywistości zorganizowana nie mniej niż sztywno dookreślone życie zakonne. Dziewczyny stanowiły zamkniętą grupę poddaną rygorom stroju i zachowań. Kontrolowaną aż po prywatność, a żyjąc w wyodrębnionym pensjonacie właściwie nie posiadającą poza grupowej prywatności. Nad wszystkim czuwała królicza mama, w randze zakonnej matki przełożonej, która rozdzielała pochwały i nagany (za strój i tak zwany wizerunek króliczka). Zebranie odpowiedniej ilości pochwał wiązało się z premią, a jeśli dobrze poszło, z przydzieleniem czarnego stroju, co było wyróżnieniem hierarchicznym. Króliczek musiał pod każdym względem mieścić się w normach i być w stanie w ciągu 3 minut wrócić z sali z zamówieniami zebranymi od 10 klientów. Do tego dochodził długi kodeks zakazów i nakazów, który na przykład w punkcie 520.2.5 zabraniał króliczkom umawiania się z klientelą, czy chociażby podawania komukolwiek swego nazwiska, adresu czy numeru telefonu (520.2.3). Fakt przestrzegania kodeksu był weryfikowany przez wynajętych agentów, którzy w stylu Bonda mieli składać króliczkom różnorakie propozycje. Dziewczęta o ułomnej postawie były natychmiast usuwane z klubu. Bez wymówienia rzecz jasna. Prawo zakazujące schadzek nie dotyczyło jedynie samego szefa oraz ludzi z jego otoczenia - nie chodziło przecież o morale króliczków, lecz o ich lojalność. To oczywiście tylko wybrane spośród pisanych i niepisanych rygorów. Nie mówiąc już o drakońskim, stopniowo "ulepszanym" stroju, zaopatrzonym w instruktaż obsługi, bo założenie czegoś takiego wymagało niemałej wprawy...Mundurek króliczka ciąg dalszy ...
W pierwszych kostiumach majtki były bardzo mocno wykrojone. Dziewczyny początkowo narzekały i odruchowo zakrywały się rękami. Z czasem przywykły. Mimo, że piosenki wychwalały walory bikini, w codzienności już jednoczęściowy strój króliczka wydawał się bardzo skąpy. W paru stanach uznano stroje króliczków za zbyt wyzywające. Nowojorski klub prawie 2 lata czekał na licencję, gdyż uważano, że kostiumy nadmiernie zachęcają do picia. W Bostonie pierwsze podanie spotkało się z kategoryczną odmową. Gdy na wezwanie inspektorów pojawił się jeden z króliczków w stroju służbowym, pewien urzędnik ostentacyjnie odwrócił krzesło do ściany. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|