FotoModeling/Moda
Legendy Sztuki i Modelki | Legendy Sztuki i Modelki |
|
|
|
|
Legendy Montparnasse: marszand Zborowski i słowiańskie Madonny Jest rok 1919. Paryż. Monparnasse. Genialny malarz samouk, Maurycy Utrillo, nieuleczalnie chory alkoholik, po raz kolejny ucieka ze szpitala psychiatrycznego, gdzie trafił za sprawą matki, Zuzanny Valadon. Schronienia szuka w domu Leopolda Zborowskiego, od niedawna jego marszanda, który na prośbę Valadon finansował pobyt w szpitalu. Do drzwi zapukał w środku nocy.
Otworzyła mu przerażona Lunia Czechowska, przyjaciółka i współlokatorka Zborowskich. Brudny i oczywiście pijany Utrillo zostaje położony na kanapie w salonie, który za dnia służy za pracownię Modiglianiego. Kiedy Utrillo jako tako dochodzi do siebie – co w jego przypadku nie było stanem powszechnie rozumianym pod tym terminem – Zborowski umieszcza go w hotelu. Dostarcza przybory malarskie i Utrillo maluje dwa obrazy, które natychmiast sprzedaje, aby mieć pieniądze na utrzymanie kłopotliwego podopiecznego. Utrillo jest szczęśliwy, ma to co kocha: płótno, pędzle, farby i butelkę czerwonego wina. Może malować. Ale odnajduje go Modigliani, a taką okazję należy odpowiednio uczcić. Pijaństwo trwa kilka dni. Grasują po całym Montprnasse. Modigliani wrzeszczał po knajpach i ulicach: „- Utrillo jest największym malarzem – umie pić. Nie ty jesteś większy” – odpowiadał Utrillo. Koniec końców zostali aresztowani. Zborowski musiał interweniować w sprawie ich zwolnienia. Modigliani kilka miesięcy później umrze, przeżarty alkoholem, narkotykami i gruźlicą. Utrillo z powrotem wylądował w szpitalu. Genialni malarze już nigdy nie mieli się spotkać. Kim był Leopold Zborowski? ów „wytworny i dystyngowany Polak o melancholijnym wyrazie twarzy”, który rujnował się dla utrzymywania i wspomagania zgrai tych, którym zabrakło talentu i tych, których później obwołano geniuszami, dla których był cierpliwym i lojalnym przyjacielem, a nieraz ostatnią deską ratunku. Urodził się w Zaleszczykach na Podolu. Studiował literaturę w Krakowie. Próbował sił w awangardowej poezji, ale nigdy nie osiągnął sukcesu jako artysta. W 1913 roku wyjechał do Paryża, by jak wiele podobnych mu artystycznych dusz studiować na Sorbonie. W Paryżu poślubił Hannę Cirowską, „córkę starej szlacheckiej polskiej rodziny, dziewczynę o urodzie Madonny, kształcącą się na nauczycielkę”. Po wybuchu wojny, Zborowscy pozbawieni pomocy finansowej z kraju, popadli w nędzę. W dodatku Leopold jako obywatel CK Monarchii na pewien czas został internowany. Niebawem Francuzi uwolnili polskich poddanych cesarza, lecz czas internowania Zborowski przypłacił chorobą. Wkrótce dla zdobycia pieniędzy zajął się pośrednictwem w handlu książkami. czasami dopisywało mu szczęście i wtedy próbował handlować obrazami. Tak w końcu został marszandem. Zborowski jest stałym bywalcem kawiarni cyganerii, które właśnie zaczynają swoją drogę ku sławie: „de la Rotonde i sąsiedniej „du Dome”. Kiedy umiera dla sztuki Montmartre i rozpoczyna się czas Montparnasse. W „Rotonde” i „Dome” zbiera się cudzoziemska wspólnota artystyczna Paryża. Przybysze z całej Europy, ale przede wszystkim z jej Wschodu: miast i miasteczek kresów, gdzie przenikają się różne nacje, rasy, religie i tradycje kultury. Ten tygiel w połączeniu z artystyczną atmosferą, mitem Paryża – kolebki nowoczesnej sztuki i Paryża – magnesu dla wszelkiego rodzaju ekscentryków, tworzy szalony świat dzielnicy Montparnasse. To zjawisko w kręgu malarstwa i rzeźby nazwane zostanie Ecole de Paris – Szkołę Paryską. Nie jest to żaden „izm”, ani wspólna wizja sztuki, ale koktajl niczym niepohamowanej chęci tworzenia kształtowanej osobistym, często dramatycznym doświadczeniem z lirycznym i czułym wspomnieniem własnej tradycji oraz potężnego dodatku ekspresyjnej, i wolności Paryża. Wśród tych przybyszów byli rzeźbiarze: pochodzący z Druskiennik nad Niemnem – Jacques Lipchitz, Rosjanin – Ossip Zadkine, wspaniały Brancusi, Rumun; malarze: Mosze Segał – Marc Chagall, który szybko zdobył uznanie wskrzeszając w swoich obrazach mistyczny zakątek żydowskich pograniczy dawnej Rzeczypospolitej i Rosji, Japończyk Foujita, Jules Pascin, urodzony w naddunajskim Ruse w Bułgarii, syn Ĺ?yda – Hiszpana i pół – Włoszki pół Serbki, przezwany więc – „Małą Ligą Narodów”, intrygująco przystojny, fantazyjnie ubrany kokainista, najczęściej bez pieniędzy i pijany, Włoch z żydowskiej dobrej rodziny z Livorno – Amadeo Modigliani, krakowianin, były uczeń Pankiewicza w Akademii Krakowskiej, niezastąpiony kumpel do bitki i wypitki, czarujący wesołek – Mojżesz Kisling, jego rodak z Warszawy Ludwik Markus, czyli Louis Marcoussis, mąż pięknej Alicji Halickiej, też malarki, wreszcie wiecznie zalękniony dzikus, ktory nie potrafił posługiwać się nożem i widelcem, urodzony gdzieś pod Mińskiem, wtedy Litewskim, dzisiaj Białoruskim – Chaim Soutine; i wielu, wielu innych: Ĺ?ydów, Polaków, Rumunów i ... Bóg wie kogo jeszcze. Pośród nich krąży Zborowski, któremu niespełnione marzenia własnej kariery zastąpi promocja sztuki innych. Jest tak jak oni idealistą, ale w przeciwieństwie do tych nałogowców nieustannych bachanaliów, zawsze spokojny, zrównoważony i wierny pięknej pani Hance, co nie było zwykłą cnotą w środowisku Montparnassu. Modi i Zbo Właściwie to Modigliani był pierwszym nabytkiem Zborowskiego. Fascynował go przez dłuższy czas i kiedy zdobył tylko trochę gotówki – podobno z okazjonalnej sprzedaży kilku obrazów świetnego i uznanego już Andre Deraina – natychmiast zaproponował kontrakt Modiglianiemu. Jednak nie było łatwo znaleźć amatorów na zakup obrazów mało znanego Włocha. Był rok 1916 i trwała wojna. Nie zawsze Zborowscy mogli wypłacać umówione kwoty. Pani Zborowska wspomina – „nie mieliśmy co jeść i żeby jakoś zaspokoić głód, kupowałam kilo fasoli, którą dzieliliśmy się z Modim. w towarzystwie Zborowskiego, a przede wszystkim pani Hanki, Modi starał się zachować trzeźwość, co nie oznacza, że zarzucił alkoholowo-narkotyczne seanse w towarzystwie kobiet wszelakiej konduity. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Zborowski wierzył w wielkość malarstwa Modiglianiego. Chociaż ich współpraca była poddana wielu ciężkim próbom, starał się wszelkimi sposobami zainteresować amatorów sztuki, niezwykłą, indywidualną formą malarską ekscentrycznego Włocha. Mimo, że zorganizował dwie wystawy, w Paryżu i w Londynie, nie przyniosły one pożądanego efektu. Jednak powoli powiększał się krąg zainteresowanych jego sztuką. Zborowski mógł bliżej współpracować z żyjącą tuz obok awangardą. Przyjaźnił się z jej papieżem, wielkim Guillaumem Apollinairem – Wilhelmem Apolinarym Kostrowickim, tak jak on, z pochodzenia Polakiem. Czasami handlował obrazami Braque’a, Vlamincka czy Deraina, ale Zbo – jak nazywali go przyjaciele – cierpliwie czekał na sukces Modiego, a potem Soutine’a. Chociaż łączyło się to z życiem pełnym wyrzeczeń, potrafił przekonać do niego dwie piękne kobiety – „słowiańskie Madonny” – jak nazwał je kronikarz tamtych lat, Jean-Paul Crespelle: żonę, panią Hankę i Lunię Czechowską Kiedy Zborowskim wpada wreszcie trochę gotówki przeprowadzają się na rue Joseph Bara pod nr 3. Zostają sąsiadami Kislinga, Lipchitza i Foujity. Współlokatorką Zborowskich jest Lunia Czechowska, z domu Makowska, dziewczyna z Warszawy. jej ojciec był towarzyszem broni J. Piłsudskiego w szeregach PPS i tak jak on zapłacił za to kilkuletnim więzieniem. Tuż przed wybuchem wojny wyjechała do Paryża do przyjaciół rodziny. Wkrótce poznała Kazimierza Czechowskiego z Krakowa, przyjaciela Zborowskiego, zapalczywego radykała i anarchistę. Po wybuchu wojny Czechowski zarabiał na życie jako szofer taksówki dopóty, dopóki nie wyjechał przez Władywostok do ogarniętej rewolucyjnym zamętem Rosji, wierząc w ideę światowego nowego porządku. Tam zginął gdzieś na Syberii. Nie przypadkiem gośćmi „Dome” byli towarzysze Lenin i Trocki. Uroda Luni zwracała uwagę. /cdn... |
| następny artykuł » |
|---|